The End c.d.
23 OctA oto i zdjecia do poprzedniego posta, zaczynamy od Wielkiego Pałacu:
Musztra, na myśl przychodzi od razu ta sprzed Zakazanego Miasta w Pekinie:
A oto i zdjecia do poprzedniego posta, zaczynamy od Wielkiego Pałacu:
Musztra, na myśl przychodzi od razu ta sprzed Zakazanego Miasta w Pekinie:
To bedzie juz niestety nasz ostatni post z Tajlandii. W slad za Grzeskiem i Basia wylatujemy dzis w trojke z powrotem do kraju. Czas opisac jak spedzilismy te ostatnie dwa dni w Bangkoku.
Jestesmy drugi raz na dluzej w Bangkoku (ale tak w ogole, to nasz 4-ty pobyt w tym miescie liczac wszystkie krotkie przystanki podczas przemieszczania sie). Dzisiaj szwedalismy sie caly dzien zwiedzajac to i owo i testujac rozne srodki transportu (tuktuka, taxi, skytrain i lodke). W moim osobistym rankingu wygrywa skytrain, w Krakowie mogliby go puscic srodkiem alei.
Dzisiaj wybralismy sie na wycieczke lodka po 4 wyspach. Plazowalismy, nurkowalismy z rurka, a niektorzy z nas wspinali sie po korzeniach i skalach wiedzeni nieodparta pokusa dazenia “na koniec” (no dobra, nie wszyscy mieli pokuse, ale ich przekonalem
). Mnie najbardziej do gustu przypadlo nurkowanie z rurka, Basi tez. Na dnie mozna zobaczyc niezle cuda, widzielismy mnostwo wszelkiego rodzaju rybek, w tym paletki, wielkie jezowce, Wiktor nawet widzial weza, ale i tak mu nikt nie wierzy
Na dnie naprawde duzo sie dzieje! Tak w ogole to zobaczcie sami jak bylo.
p.s. A i dzisiaj dostalismy maila od mnicha z Kambodzy
Jednak nie tak jak pisal Wiktor, dzika plaza z jedna palma, bo takich plaz w zasiegu reki nie ma
. Jestesmy w Ao Nang niedaleko Krabi i na dzikie plaze bedziemy dojezdzac lodka
Mieszkamy od plazy w Ao Nang jakies 500m i jest to waski skrawek piasku polozony w dosc ladnej zatoce. Dzisiaj dane nam bylo wykapac sie w morzu i musze powiedziec, ze w takim cieplym morzu to sie jeszcze nie kapalem. Basia tez nie
A pozniej zachod slonca wynagrodzil trud 30 godzinnej podrozy z Kambodzy. Ale o tym juz pisal Michal wczesniej.
Po kilkudniowym zwiedzaniu Angkoru przyszlo nam opuscic Kambodze. O 6-tej z minutami wsiedlismy do wynajetej taksowki marki Toyota Camry (trudno tu znalezc samochody osobowe innej marki) i ruszylismy w droge. Jak mozecie sobie wyobrazic nie latwo zmiescic w samochodzie 5 osob, kierowce i sporo bagazu. Ale nie to budzilo nasze najwieksze obawy…
W Phnom Penh spalismy za 2$ za osobe nad jeziorkiem, w sumie najtansze spanie na wyprawie. Dzisiaj za 4$ przejechalismy do Siem Reap i od jutra bedziemy eksplorowac starozytny Angkor. Spanie w Siem Reap jest za niecale 3$ za osobe, ale warunki jak z niezlego hotelu. Konkurencja robi swoje. Widzielismy dzisiaj Angkor Wat przejezdzajac obok niego tuktukiem i robi wrazenie nawet z daleka! Jutro pozyczamy rowery za 1$ na caly dzien i jedziemy zobaczyc go z bardzo bliska. Khmerowskie jedzenie bardzo nam smakuje (nawet Basi, ktora zazwyczaj niezle wybrzydza
). A teraz obiecany zapas zdjec z Chiang Rai, podrozy i Phnom Penh.
No to jestesmy w Kambodzy, ale na poczatek male sprostowanie. Przez Chiang Rai nie przebieglismy z predkoscia rozpedzonego slonia, ale zwiedzilismy co nieco. Jutro kiedy dojedziemy do Siem Reap wrzucimy troche zdjec.
No a poki co jestesmy w Phnom Penh – stolicy Kambodzy. Dolecielismy z lekkim poslizgiem Air Asia – konieczna byla zmiana samolotu, bo pierwszy sie zepsul, na szczescie na lotnisku
. No a Phnom Penh to miasto bezprawia – dziki zachod wschodu
. Takie przynajmniej sprawia wrazenie, jak sie patrzy na ten chaos na ulicach. Jednak juz nawet dzisiaj spotkalismy kilku milych ludzi, w tym o dziwo jednego milego kierowce tuktuka (a to prawie niemozliwe!). Phnom Penh to miasto kontrastow, gigantyczna bieda miesza sie tu z przepychem kilku glownych zabytkow. Jutro wiecej o Kambodzy i troche zdjec.
To pisalem ja – Wiktor – a dyktowal Greg
Po przylocie z Chiang Rai do Bangkoku spedzamy wlasnie noc na lotnisku w Bangkoku w oczekiwaniu na lot do Phnom Penh. Tzn. wszyscy spia na lotniskowych laweczkach podczas gdy ja dorwalem jakis taki terminal telefoniczno internetowy, zeby napisac tego posta
Niestety zdjec nie wrzuce bo to urzadzenie nie ma portu USB
Do uslyszenia z Kambodzy!
Chwile nas nie bylo, a miejsca, w ktorych sie znajdowalismy dalekie sa (w sensie czasu, ktory musi uplynac) od posiadania internetu, wiec bez nerwow
W sobote zdazylismy zwiedzic kilka ciekawych miejsc w Chiang Mai, a i pogoda sie poprawila. Wybralismy sie do swiatyni Wat Phrathat Doi Suthep gorujacej nad miastem. A pozniej do palacu Phuping, ktory jest zimowa rezydencja rodziny krolewskiej, a na codzien jest tam hodowla roz i orchidei. Jednak sam palac (polozony wyzej) tonie bez przerwy w chmurach i wlasnie w takich chmurach bylo nam dane go zwiedzac, co sprawilo, ze samo miejsce wydawalo sie dosc tajemnicze (a kwiaty ledwo widoczne zza mgly
).
Heja! Dzis znowu Chiang Mai i znowu pada. Tzn. nam w sumie nie dolalo bo deszcz po prostu pojawia sie i znika, a my mielismy to szczescie, ze w trakcie zawsze bylismy jakos schowani. Tymniemniej bez parasola w tej okolicy nie ma sie co ruszac.
To teraz znow kolej na mnie. Po obfitej kolacji w chiskiej knajpie w Bangkoku zgodnie z planem wsiedlismy w pociag do Chiang Mai. Grzesiek z Basia zalatwili nam bilety w wagonie sypialnym z klimatyzacja. O ile co do tej klimatyzacji nie mielismy watpliwosci, o tyle wagon na sypialny nie wygladal.
Siemka! zostalem oddelegowany do zabrania glosu i tutaj
Zatem spotkalismy sie calkiem przypadkowo kolo dworca w Bangkoku, ktory okazal sie nie tak duzo jak przypuszczalem (i spodziewalem sie po takiej aglomeracji). Najedzeni, nie do konca czysci
i troche zmeczeni jestesmy gotowi do dalszej podrozy. Mam tylko nadzieje ze te bilety na pociag ktore kupil Greg oebjmuja wagony z klimatyzacja, bo upal jest nieznosny, choc i tak podobno mniejszy niz wczoraj. Przyzwyczaimy sie
No to dotarlismy, bez wiekszych perturbacji i nadspodziewanie szczesliwie, pierwszym mozliwym polaczeniem. Chociaz we Frankfurcie trzymali nas w niepewnosci niemal do ostatniej chwili.